Od dłuższego czasu, bardzo dłuższego planowałam uszyć narzutę na łóżko rodziców. Najbardziej stopował mnie fakt, że łóżko to 2mx2m . Wybór materiału też odgrywał swą rolę. Chciałam kupić coś naprawdę super. W końcu się udało. Pewnego pięknego dnia weszłam do hurtowni i zobaczyłam totalnie przepiękny len połączony z bawełną. Absolutna rewelacja.
Kupiłam tego tyle metrów ile trzeba w kilku częściach. W domu pocięłam na kawałeczki ;) . Zawsze mnie śmieszy cięcie na kawałki do patchworku a potem tego pilne zszywanie.
Pod materiałem kryje się ocieplina dość cienka i spodni len. Narzuta ma jeden tylko minus, jest dość ciężka. Poza tym uważam, że jest jedną z ładniejszych i bardziej pasujących do swego celu rzeczą.

Narzuta ma wielkość 2m x 2,5 m i szczelnie przykrywa łóżko. Wzór jest dość prosty, bo bałam się, że przy tej wielkości coś bardziej skomplikowanego mnie zabije.


 



Jestem wielką zwolenniczką nie generowania śmieci i wykorzystywania wszystkiego do granic możliwości. Oczywiście nie chcę popadać w skrajność, ale jest wiele sytuacji, kiedy coś wymaga malutkiego wkładu i można tym czymś dalej się cieszyć.
Tutaj chce wam pokazać , jak wykorzystałam washpapę . Kupiłam jakiś czas temu  kilka arkuszy, z myślą o torbach, jednak dla mnie ten materiał nie nadaję się do toreb, które ja szyłam. Natomiast uszyłam z niego teczki dla dzieci do szkoły, takie wiecie na różne papiery i to jest absolutny strzał w dziesiątkę. Genialna sprawa. Jeśli chodzi o dodatki do toreb i odzieży też polecam z całego serca.
Tutaj uratowałam prześliczną według mego mniemania koszulkę Wojtka. Przyznam się, że kupiłam ją w TKMax za całe 5zł. Koszulka jest firmy Benetton i po prostu miała dziurę z przodu.

W domu sięgnęłam od razu po washpapę. Najpierw dziurę delikatnie ręcznie zeszyłam. Taśma klejąca trzymała doszywany trójkącik na miejscu. Wycięłam odpowiedni trójkąt, bo wzór na koszulce po prostu aż wołał jak ją uratować. Z czasem koszulka dorobiła się plamy. Plama była nieugięta i żadne prośby i groźby nic nie pomagały, jak się zrobiła to była. Ona też została ukryta pod trójkątem.

Pranie i prasowanie washpapie absolutnie nie szkodzi. Koszulka wciąż w użyciu. Wygląda jakby tak właśnie była uszyta.

Wy też naprawiacie swoje ubrania, czy raczej od razu idą do kosza ?






Biała koszula to jak każdy rodzic dziecka szkolnego, pozycja obowiązkowa w szafie. Nie wiem dlaczego tak ciężko kupić bieluśką koszulę w terminie innym niż koniec sierpnia, początek września.
Jak już znajdziemy gdzieś na wieszaku w dobrym rozmiarze i kolorze to okazuje się , że nie zapłacimy za jedną mniej niż 70zł.
Nie to że jestem jakoś wyjątkowo skąpa, ale jak miałam do wyboru kupić 4 koszule i tym samym pozbyć się 280zł lub wrócić do domu i uszyć tyle samo za ok 0zł i poświęcić trochę czasu, to samo się wybrało ;) .
Może przesadzam z tym 0zł....ale tak ...białek koszule to przeróbka koszul Łukasza, które stały się na niego za duże. Koszula z granatowego batystu w żółte motyle to przeróbka wielkiej sukienki, którą kupiłam kiedyś w lumpeksie za chyba 3zł. Koszula w lisy to wykorzystanie resztek bawełny, którą kiedyś dostałam, właśnie jako resztki. Złożyłam do kupy kilka kawałków i gotowe. Jeśli chodzi o guziki, to tylko do białej koszuli były kupione i to już chyba z 4 lata temu, ale ciągle jakoś było mi ich szkoda użyć, bo takie cudne ;) .



Wewnętrzną część karczku, zrobiłam z żółtej tkaniny. Też jakiejś resztki, zostawionej właśnie jako dodatek do czegoś.



Koszula dla Mateusza. Mateusz gra na pianinie i musi jednak mieć taką koszule, na wszelkie publiczne występy.




Ta bawełna w lisy! OCH!
Bardzo się ucieszyłam, gdy Ania wybrała sobie je na koszulę. Bo koszula wyszła świetna.
Dodatkowym jej urozmaiceniem jest wiązanie z przodu.





No i na koniec biała koszula Ani i te cudne guziczki.




Zupełnie nie ogarniam dlaczego, piórniki które moje dzieci miały kupione w sklepie , góra po miesiącu wyglądały jakby dzieci chodziły już 100 lat do szkoły. Wnętrze po dwóch dniach było po prostu brudne, od kredek i długopisów. Gumki pękały po 2 miesiącach. Nawet postanowiłam kupić już jakiś wypasiony piórnik, za który zapłaciłam 80zł! Pół roku dało się używać, był to rekord kupnych piórników.  W tym roku po prostu uszyłam Wojtkowi piórnik.

O taki proszę. Jest sporo zabawy z taką rzeczą, ale generalnie jak ma się plan i wiadomo co gdzie wkładać to idzie sprawnie. Póki co od września piórnik w użyciu, a wygląda tak. Uszyty jest z kodury czarnej w środku , a na zewnątrz we wzór moro. 









Czasem się śmieję, że moi znajomi czy też rodzina mają przerąbane ze mną w kwestii prezentów, bo do końca życia będą dostawać ode mnie torby. Bardzo się powstrzymuje i staram się jak najrzadziej to robić ;) , ale sami też często proszą ;) czym mnie bardzo radują . Tak było w przypadku tej torby.
Uszyłam dla przyszywanej córki ;) . Zebrałam dokładny wywiad jaka torba ma być i ponoć sprostałam. Torba sprawdza się ponoć świetnie.








Ta kurtka powstała według wskazówek Ani. Jedyne co dodałam od siebie to ekstremalnie gruba pikówka jako podszewka i taśma odblaskowa w różnych miejscach. Ilość, rozmieszczenie kieszeni z góry zadane przez Anię.



 

Zdarza się, że w sklepach totalnie nie ma rzeczy, która jest mi potrzebna. Nawet bardzo często mi się to zdarza. Niby można wszystko kupić, ale jednak bywa, że nie jest to rzecz idealnie dopasowana do potrzeb. Tak też było z tym pudełkiem na zegarki dla mojego męża. Łukasz ma sporo zegarków i wszystkie pudełka dostępne w sklepach były za małe. Oprócz zegarków będą też w nich spinki do koszul, obrączka i takiego typu drobiazgi.
Nie będę ukrywać , że pudełko jest zrobione z pudełka z zestawu klocków lego :D Ale zakładam, że nikt aż tak głęboko zaglądać nie będzie . Wykonane jest ze skóry naturalnej, która to jest szczelnie przyklejona do owej tekturki pudełka klocków lego. Na klapie też pokrytej perforowaną skórę, zrobiłam aplikację w kształcie gitary, taki tam ukłon w stronę zamiłowań Łukasza. Gitara miała mieć zegarek wkomponowany w siebie, ale zupełnie o tym zapomniałam podczas robienia. :)
Środek pudełka wyłożony jest samoprzylepnym flockiem :) . Obijanie wnętrza tym materiałem było strzałem w dziesiątkę, bo zdecydowanie nie śmierdzi tak jak aplikowany klej.  Przegródki to też tektura obciągnięta owym flockiem.
Dla urozmaicenia wyglądu pudełka nabiłam dwustronne dość duże nity na krawędzi ścianek.