• krzakjoanna@gmail.com
Ścieg rolujący jest bardzo przyjemną opcją wykańczania ubrań.
Taką romantyczną. Bo tak ładnie materiał się faluje.
Zarówno na zwykłej maszynie można zrobić taki pseudo rolujący oraz na coverlocku lub owerlocku.



Jeżeli chodzi o Merrylock sprawa jest prosta. Ustawia się trzy niteczki i jedną igiełkę. Wkłada materiał pod stopkę i jedzie. I ścieg robi się sam. Jeżeli mamy potrzebę - znaczy krzywy brzeg materiału - włączamy nóż i od razu nam przycina. Nitka jest tak ustawiona, że lekko ściąga materiał i go tak roluję i chowa się ten zrolowany materiał pod nitką. Dzięki temu ta nitka nie zjeżdża potem z materiału.


O taki rękawek jest wykończony rolującym.

Albo ta spódnica też rolującym została obszyta. Spódnice z koła mają ten swój urok, że są lekko upierdliwe w podwijaniu, a taki ścieg rolujący jest dość miłą alternatywą.
 
Albo brzeg takiej spódnico - haleczki poczyniłam rolującym. A to jest haleczka do powyższej granatowej w kwiatki.


Jeśli chodzi o alternatywę na domowej maszynie nazwijmy to zwykłej sprawa również jest prosta, ale lekko upierdliwa.
Mianowicie, brzeg materiału zaginamy pod spód...hmmm na ok 1cm, wtedy wygodniej nam będzie przycinać i nie będzie nam materiał uciekać.
Jak już zagniemy ten materialik to cyk go pod igłę. I ustawiamy zygzak bardzo gęsty i niezbyt długi.

I potem sobie szyjemy na samym brzegu. To że zegniemy materiał powoduje, że owa nitka nam nie zjedzie, inaczej jeśli materiał jest z tych co z niego ochoczo wysupłują się nitki, rozjedzie nam się cały ten interes na sto stron świata.

No i jak już sobie tak tym zygzaczkiem przejedziemy to trzeba przyciąć ten nadmiar materiału od spodu. Ja dlatego daję nadmiar, a potem przycinam, bo jak robiłam niby na styk to zdarzało się , że materiał uciekał i źle się łapało. I była kaszana.








Tak właśnie wykończyłam tą spódnicę.

 :) Chyba tyle.

Dziś kończę 32 urodziny.
Nie będzie żadnego wpisu o szyciu.
Dziś zapraszam Was na takie tradycyjne, urodzinowe słodkie coś.
A niech będzie babeczka z musem z mango.  



Szew ten jest bardzo przyjemny i całkiem trwały według mnie. Robi się go stosunkowo prosto, a efekt który daje jest wielki. Materiał nie ma szans wystrzępić się na brzegach, bo brzegi są schowane. I jest dość mocny, bo jest tam kilka w sumie przeszyć, od 2 do 3 w zależności jak się nam widzi. :)
Szew ten świetnie sprawdza się przy rzeczach, które szyjemy bez podszewki, a chcemy żeby w środku wyglądało bardzo elegancko. Zapasy szwu w tym przypadku są ukryte i wygładzone do powierzchni materiału.
Dwa kawałki, które zszywamy kładziemy prawą stroną do prawej, jednak nie równo, ale brzeg jednego materiału jest przesunięty względem drugiego o ok 1cm.




Warstwy tkaniny , które mamy zamiar połączyć szwem francuskim, kładziemy na sobie lewą stroną do lewej. I najnormalniej w świecie szyjemy szwem prostym.

Gdy rozłożymy materiał - czyli ten granatowy przerzucimy na prawo mamy od spodu coś takiego jak poniżej.

Czyli na prawej stronie materiałów mamy póki co zapas szwu.
Ja szycie ułatwiam sobie w ten sposób, że zapasy szwów mam takie, żeby ich szerokość pokrywała się z odległością igły maszyny i końca stopki. Dlatego teraz po zrobieniu szwu muszę lekko przyciąć zapas szwu, żeby kolejno wykonany szew ładnie schował owy zapas. Owszem można po prostu od razu zrobić mniejszy zapas szwu...ale to tak jak z jazdą autem...czasem jeździ się na pamięć i nie daj Boże , że postawią nowy znak ,albo coś przy drodze zmienią - w pierwszym momencie się tego nie zauważa...więc ja wolę tak robić, żebym godzinami nie musiała mierzyć sprawdzać i docinać. :D
Kredka wyznacza linię kolejnego szwu , który będzie chować zapas nowego szwu.
Przerzucamy lewą stronę granatowego materiału na lewą stronę czerwonego.
I szyjemy na lewej stronie teraz. To przycięcie zapasu szwu powyżej pozwala mi teraz zachować standardowy/ wyuczony przeze mnie rozmiar zapasu szwu i nie muszę martwić, że coś będzie mi wystawać.

Gdy odchylimy granatowy materiał to po prawej stronie wygląda tak jakbyśmy normalnie zeszyli kawałki.
Jednak po lewej stronie mamy ładnie wykończony zapas :)


A taki szew zrobiłam w worku na buty, który jest bez podszewki - i takie rozwiązanie pozwala uzyskać maksimum staranności wewnątrz :) A co ważniejsze jest to wyjątkowo trwały sposób łącznia materiałów według mnie.

Teraz pokażę jak to jest z tym szwem na zaokrąglonych brzegach i gdy mamy zszyć elementy tak, że tworzy nam się kąt prosty.
Jak najbardziej jest to możliwe.

Przy pierwszym zszyciu - znaczy się przy zszywaniu kawałków materiału (patrz wyżej) - zostawiamy naprawdę mały zapasik szwu - no max 3mm.

Zszywamy tak w sumie sposób klasyczny, ściegiem prostym kawałki materiału dotykające się lewymi stronami. Zupełnie analogicznie to sytuacji z liniami prostymi, jak wyżej.


Obcinamy różki. A zapas szwu jest mały malutki...no tak ze 3mm.
 I jak sobie wywrócimy, to mamy tak na lewej stronie. Jak widać kąt prosty jest, czyli mamy zachowaną główną cechę tego miejsca, o które nam się najbardziej rozchodzi.
 I zszywamy sobie raz jeszcze .
 Jak taki interesik wywiniemy prawą stroną na widok naszych oczu, okazać się może, że mamy za dużo interesu w rożku naszym newralgicznym....dlatego my sobie jak trzeba oczywiście, bo jeśli od razu bliziutko brzegu szyjecie, to będzie dobrze.  Ale jak nie jest, to przeszywamy po prostu bliżej brzegu :)
 Jeżeli nie przycięliśmy wystarczająco zapasu szwu, to po wywróceniu na prawo będziemy mieć taką sieczkę...a tego nie chcemy...dlatego przy zszywaniu pierwszym, gdy materiały są lewa stroną do siebie , ten zapasik zostawiamy maluni :)

 Jeśli chodzi o zakręty gładkie, jest jak powyżej tylko, że bez kąta prostego.
Materiały lewa do lewej, prawa strona do góry.
 Już po z szyciu i wywinięciu materiał prawą do prawej i przeszyte.
 Wywinięte prawa strona na górze a lewe w środku.  A że malutki zapas szwu był, to nic się nie ciągnie, nie wygina i jest gładko.
Ścieg satynowy tyle ma z satyną co ja z hodowlą mrówek....czyli ktoś go nazwał go satynowy, bo mu się świecił taki gęsty zygzak i tak zostało...a ja z mrówkami mniej więcej tyle, że ich nie zabijam :) za małe:)
I ponoć tak właśnie było, że jak sobie człowiek przeszył tak gęstym zygzakiem to mu tak ładnie się mieniło i tyle.
Ścieg ten jest niby do reperacji pęknięć , bo jest zygzakiem najszerzej rozstawionym niby. Ale co się będziemy oszukiwać - gęstym zygzakiem możemy sobie robić co chcemy.


Uszyłam spodnie z aksamitu.
Ania już raczej do dzidziusiów nie należy i trzeba jej jakieś konkretne spodnie szyć.
Dlatego są kieszenie, jest regulacja w pasie dzięki gumce z dziurkami, jest zamek błyskawiczny.
Aksamit pochodzi z jakiś głębin szafy i gdy wykroiłam już prawie wszystkie elementy, dostałam nagłego zaćmienia i zapomniałam o częściach kieszeni i odszycia rozporka. Żeby nie gromadzić już skrawków więcej - tak, tak , porządki w szafie trwają - wyrzuciłam skrawki, które zostały. Przez to wszystko musiałam dosztukować części wlotów kieszeni i odszycia rozporka z innego materiału. Kolorystycznie zgrało się cudownie.
Pasek spodni w części wewnętrznej wykończony jest pliską z materiału w pepitkę.


 Miałam również zaćmienie przy plisce pod dziurką na guziki i jest brzydko. Ale dobrze , że w środku więc jakoś przeżyję. Następne spodnie już mają pliskę porządnie wszytą.




Tego typu modele są niezmiernie uniwersalne.
Nie są dopasowane zbytnio.
Można się nimi przyjemnie opatulić, a w przypadku gdy za ciepło, wystarczy tylko narzucić na plecy.
Sprawdzają się w pracy , w przypadku gdy ta jest siedząca. Chronią plecy i jest dobrze :).
Model uszyty na podstawie Burda 10/2010 nr 130.
Uszyty z fioletowej wełny parzonej. Czyli jest lekko i ciepło. :)
Wełna parzona to jednak genialny wynalazek. :)
Brzegi wykończone są ściegiem rolującym, ale ustawionym nieco szerzej niż zaleca instrukcja. Dlatego jest bardziej widoczny i trzyma się lepiej krawędzi materiału.