Młoda mężatka podzieliła się ze mną zdjęciami ze ślubu. W sukience
Muszę przyznać, że wyglądała pięknie.
Poważnie, w takich chwilach uśmiecham się do siebie i cieszę się, że umiem szyć.









Moje dzieci prezenty urodzinowe swoim kolegom i koleżankom zamawiają u mnie. Generalnie zawsze coś szyję.
Wojtek poprosił mnie o bluzę, taką samą dla niego i dla jego przyjaciela.
Bluzy mają haft na plecach. Dla Wojtka z literką W, a dla kolegi z literką B, bo ma na imię Bartek.
Bluzy uszyte są z bardzo ciepłej i milutkiej dresówki. Nie będę kryć , że trochę leżała w szafie i nie do końca wiedziałam co z nią zrobić. Miałam jej dość dużo. Jest dość gruba więc wchodziła w grę w sumie tylko jakaś bluza, no i tak się stało.
Zapinana jest na zamek błyskawiczny, połączyłam dwa różne zamki, tak żeby było weselej.







Druga bluza uszyta została z grubego polaru i szarej dresówki i szarego ściągacza. Krój jest super. Model pochodzi z Ottobre, ale zabijcie nie wiem jakiego, bo odrysowałam od koleżanki i to jeszcze z pół roku temu, a teraz nadrabiam zaległości blogowe.








Pozostańmy w strefie bieli. Dziś pokażę wam suknię ślubną.
Suknia uszyta z pięknej koronki. Plecy są dość odważne i odkryte. Przód jest wypełniony elastycznym tiulem.
Sukienka ma tren , który można podpiąć dzięki pętelce i guziczkowi w kształcie serduszka.
Tren i dekolt wymagał ręcznego przyszycia borderu koronki.








Czasem bywam okropną mamą i nie kupuję dzieciom rzeczy tylko szyje. No dobra ;) , dobrze wiecie, że głównie im szyje. :)
Tak było i w przypadku komunii Ani. Zamiast kupić jej gotową, sama kupiłam satynę, tiul i uszyłam identyczną.
Pogoda też była dość szalona przed komunią, dlatego dzień przed uszyłam jeszcze taki płaszczyk z pikówki w kolorze ecri. Tak aby pasował też do sukienki, w którą Ania się przeprała po komunii.
Sukienka komunijna ma prosty fason, karczek i 6 klinów spódnicy plus tiulowa halka. Halkę uszyłam z białego batystu i tiulu.  Torebeczkę, też uszyłam z 4 kawałków ;) bo były to totalne resztki. Kupiony materiał wykorzystany został totalnie do zera.






Po komunii Ania przebrała się w sukienkę, którą uszyłam z przepięknej koronki, którą dostałam od przyjaciółek i ukochanych cioć dzieci. Jedna z nich jest tajką i gdy były w odwiedzinach rodziny w Tajlandii przywiozły właśnie takie cudo. Koronka leżała trochę w szafie bo szkoda było mi ją ciąć i szyć z niej. Ale okazja pojawiła się teraz doskonała.

Sukienka jest absolutnie prościusieńka. No taka koronka wymaga takiego fasonu.









A to jedyne zdjęcie, na którym widać pikowany płaszczyk.


To moje pierwsze podejście do teczki męskiej, dlatego uszyłam ją ze skaju w kolorze ciemnego brązu, a jako podszewkę zastosowałam flock, z którym nie bardzo wiedziałam co mam zrobić.
Teczkę szyłam na kursie kaletniczym pod czujnym okiem pani prowadzącej.
Niestety byłam tak posłuszna i posłuchałam i dałam okucia złote postarzane i srebrne, bo innych zabrakło. To był błąd, bo nie pasują do siebie, no nie pasują! Ale to było pierwsze starcie z teczką i uważam ten egzemplarz za testowy.

Samo szycie to szereg etapów. Jednak taka teczka to zabawa na całego. Usztywniania tekturą, klejenia, podwijania, zszywania i to na zakończenie jeszcze szycia na maszynie praworamiennej.

Ale teczka sama w sobie wyszła super. Bardzo chętnie skuszę się na uszycie kolejnej z jakiejś pięknej skóry!
Rączka torby przymocowana jest nitami na antabce i na stalce. Czyli ta część górna jest sztywna i nie deformuje się przy noszeniu, dzięki ukrytej pod skajem metalowej blaszce.





Wewnątrz sa trzy przedziały, ten na tylnej ścianie ma wewnątrz kieszonkę zamykaną na zamek. Przedział środkowy ma kieszonki takie powiedzmy jak na telefon.
Trzeci przedział jest płaski i wąski.