Konkurs



  piątek, sierpnia 30, 2013    Etykiety:, 
19 września miną dwa lata odkąd zaczęłam pisać bloga.
Jakoś zleciało jak z bicza.
Szycie podczas tych dwóch lat w moim przypadku weszło na wyższy poziom z różnych względów.
Jednak najbardziej znamienna od strony pisania bloga była dyskusja z Wami w różnych kwestiach. Wiele mnie nauczyliście. Dziękuje.
Tym samym, właśnie w ramach owego dziękuje organizuję konkurs.
Wygrana osoba dostanie ode mnie rzecz, która jakoś tam stuka jej się w głowie ale nigdy nie dało się znaleźć w sklepie...oczywiście nie mówię o Mercedesach itd. Będzie to coś co dam radę uszyć. :) Sukienka , bluza, czapka :D .Czyli skonsultuję się w wygraną osobą i dojdziemy do jakiś wniosków :D

Ale żeby wziąć udział w konkursie trzeba napisać mi o największej krawieckiej porażce jaką zobaczyliście na sklepowej rzeczy. Nawet jak będzie zdjęcie to będzie czad. :) Wiecie, wystające nitki, niedopasowane wzoru, dziury....no cokolwiek na co wpadliście. Nie będe ukrywać , że w dużym stopniu nie kupuję rzeczy w sklepach bo część jest po prostu kiepsko uszyta. A jak jest już fajna to podszewka z poliestru, a jak już jest wszytko dobrze to kosztuje tyle, że można za to kupić 50m kaszmiru....no więc sobie szyję :D
Jeśli ktoś nie spotkał się z jakąś taką wpadką w sklepie, a chce brać udział w konkursie to czego nie lubi i co lubi w gotowych ubraniach, i dlaczego lepsze są szyte :P :D.

I jak widać na zdjęciu kupiłam sobie buty...i szukanie sukienki gotowej w sklepie właśnie do tych butów skończyło się wielkim zerem...no bo żadna nie była taka jak ta w mojej głowie. Połączenie malinowej i brązowej tkaniny...wiecie , że nie ma takiej w sklepach w których byłam :D

Sądzę, że do 19 września właśnie wiele tutaj omówimy sklepowych porażek ( tylko nie chcę żeby tutaj jakieś nagonki na marki robić , proszę :D same dobrze wiemy jaka jakoś jest w jakich sklepach więc tutaj ograniczmy się do naświetlenia co łatwo źle zrobić przy szyciu i na co zwracać uwagę w swoim szyciu - bo jak zwracamy uwagę na gotowe ciuchy pod jakimś tam kątem to na swoje też możemy pod tym samym kątem patrzeć ). :)

Także 19 września ogłoszę co i jak.
I będzie mi miło jak kolejny raz przeprowadzicie tu ze mną rozmowę.







48 komentarzy:

  1. No to postawiłaś poprzeczkę... ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. nie wiem jak inne dziewczyny, ale nie dosc ze ja jestem niewybredna ,nigdy nie przygladam sie dokladnie kupnym ubraniom, bo zakladam ze musi byc wszystko ok, ale jestem naiwna!!!to jeszcze 80% sama szyje , nienadaje sie wiec na taki konkurs, ale bede sledzic z ciekawoscia...buzka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. acha zapomnialam dodac ze konkurs do latwych chyba nie nalezy :))

      Usuń
  3. To ja pierwsza opiszę moją porażkę. Większość rzeczy dla siebie kupuję, bo jakoś się jeszcze boję szyć :)
    Kupiłam sobie sukienkę na zakończenie roku szkolnego. Ładna, w miarę prosta. Tkanina elastyczna. Wpadka? Kompletnie nieelastyczna podszewka. Już przy pierwszym założeniu podarłam ją w dwóch miejscach. A sukienka leży na mnie dobrze. Kolejną kieckę uszyję jednak sama.

    OdpowiedzUsuń
  4. Lepsze gotowe niż szyte:) Nie,żartuje oczywiscie.Chodząc po sklepach postaram się jakiś smaczek dla Ciebie znaleźć:) Nagroda wymarzona!

    OdpowiedzUsuń
  5. od 1,5 roku nic nie kupuje więc trudne zadanie dla mnie
    ale pamiętam cienką bluzkę bawełnianą z wstawką z koronki z H&M super była do pierwszego prania.... kiedy to na bawełnie "poleciało" kilka oczek najwięcej a na dekolcie gdzie się łączyła koronka z bawełną.
    i zrozumiałam dlaczego była taka tania...

    kiedyś zdarzyło się ze kupiłam tanie spodnie dresowe dla syna w pasażu handlowym po praniu nogawki zbiegły się chyba ze 7 cm - były do wyrzucenia

    OdpowiedzUsuń
  6. absolutnym hitem dla mnie było kiedy w moim mieście zobaczyłam bluzkę/tunikę za prawie 150zl z wiskozy z brzegami i dekoltem podwiniętymi bez żadnego odszycia czy pliski itd. ... chamsko się marszczyło to to

    OdpowiedzUsuń
  7. A to będzie konkurs na najlepszą wpadkę, czy loteria wśród biorących udział? Bo jak konkurs na wpadkę, to nie mam szans z moja pamięcią, ale jeśli loteria, to zmienia postać rzeczy:)

    OdpowiedzUsuń
  8. nad wpadką muszę jeszcze pomyśleć i sobie przypomnieć
    ale na razie muszę Ci powiedzieć, że buty kupiłaś sobie obłędne po prostu :D cudne

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja kiedyś kupiłam sobie żakiecik. Nie mam pojęcia, jak bardzo zakręcona byłam, że przymierzając go nie zauważyłam, że jeden rękaw jest krótszy i ma dłuższy mankiet, a drugi dłuższy z krótszym mankietem XD Do tego rękawy nie był całkiem równej długości.
    Dopiero po jakimś czasie coś mi przestało grać i to zauważyłam. Czasami nowych ciuchów nie zakładam od razu-muszą swoje odleżeć w szafie XD
    Kolejna porażka dot. tego żakietu- dałam go krawcowej do naprawienia. Dostałam z powrotem żakiet z brudnymi mankietami, do tego śmierdzący papierosami. Pani sobie paliła w pracowni- się okazało. Na dokładkę ta cała naprawa była tak marna, że żakiet wylądował w końcu w śmietniku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, jeszcze zapomniałam- jeden z rękawów był trochę węższy, ale już nie pamiętam, czy na całej długości, czy tylko na tych nieszczęsnych mankietach.

      Usuń
  10. Dla mnie było porażką robienie zakupów w ostatniej chwili, dzień przed imprezą kupiłam sukienkę, na drugi dzień ubieram się a tu szwy się rozchodzą, dosłownie ścieg mieli chyba ustawiony na fastrygowanie jak zszywali tą sukienkę :-p szybko musiałam przeszyć chociaż boki by mi się kiecka nie rozczłonkowała ;-D

    OdpowiedzUsuń
  11. dobra to ja dodam tak - czarna spodniczka ladna dosc dobrze uszyta a na metce - spudnica damska - to jest dopiero porazka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, spódnica spudnicy nie równa:) Dobrze, że na metce było dodane "damska", bo jeszcze jakiś facet by się pomylił... :P

      Usuń
  12. Moja historyjka będzie o dwóch bluzkach oversize z tego samego sklepu. Otóż trafiłam na, jak mi się zdawało ostatni egzemplarz, odwieszony w zupełnie przypadkowym miejscu, w całym sklepie już takiej samej nie znalazłam. Rozmiar mój, kolor mój (fiolet), tkanina przemiła w dotyku (wiskoza), cena na moją kieszeń (19zł), fason moich marzeń. A śmiesznie prosty był ten fason: prostokąt z prostokątnymi rękawkami, szwem na plecach i zaokrągloną dziurą na dekolt. Nosiło mi się ją przeprzyjemnie aż do pierwszego prania. I nie chodzi tu o uroki wiskozy, którą musiałam od razu po wypraniu prasować, jak nakazywała metka. Ale jakaś podejrzanie krótka mi się ta bluzka nagle wydała. No cóż, dało się przeżyć. Po którymś kolejnym praniu z kolei pomyślałam, że chyba krzywo ją rozwiesiłam, czy coś, bo nagle szew z pleców... skręcił i biegł jakoś tak skośnie. Ty już na pewno domyślasz się dlaczego, ale to było w czasach, kiedy jeszcze nic nie wiedziałam o szyciu i przekonana byłam, że pewnie po prostu nie zobaczyłam wady w tym moim ostatnim egzemplarzu ze sklepu. Ale gdy już się dowiedziałam o takich tajemnicach jak dekatyzacja i nitka prosta, wszystko stało się jasne: jedną połowę tyłu skrojono inaczej niż drugą i znacznie się rozciągnęła! Znacznie, bo szew, który biegł po kręgosłupie skręcił o ok 40 stopni.
    Ale żeby tego było mało, okazuje się, że to złe krojenie jest z góry założone. W naiwności swojej kupiłam jakiś czas później w tym samym sklepie białą bluzkę o praktycznie identycznym kroju, ale z krótkim rękawkiem. Koniecznie potrzebowałam białej (swoją drogą mogłabym napisać osobny komentarz o tym, ile się naszukałam w sieciówkach białego tiszertu, który nie prześwituje...). I po pierwszym praniu szew skręcił identycznie! Próbuję sobie wyobrazić te matematyczne obliczenia, które w imię maksymalnego wykorzystania tkaniny kazały tak dziwnie go pociąć, że tylko ta jedna część tyłów tak dziwnie się zachowuje.

    OdpowiedzUsuń
  13. po pierwsze zyczenia serdeczne z okazji 2 urodzin po drugie gratuluje bagazu doswiadczen a po trzecie konkurs wpadki czy takie zaliczylam? w sklepie fajnie promocja ladne przymierzam kupuje w domu przegladam ogladam hmm moglabym to uszyc sama :( ale dla czego szyte bo nie ma cenniejszego od wlasnorecznie skrojonej i uszytej rzeczy bo krzywo to prujemy i prujemy i prujemy i zszywamy i prujemy i jest szczyt naszych osiagniec zakladamy i wow gdzie kupilas nie kupilam uszylam sama :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Teraz nic nie napiszę, ale tu wrócę, jak tylko sobie coś przypomnę:)

    OdpowiedzUsuń
  15. U mnie ostatnio numerem jeden są wzory dziecięce (bo dla siebie sama nie szyję, chyba, że drobne poprawki ubrań z lumpeksów), wracając do wzrów... np. apaszki z motywem "do góry nogami"... Ale nie wiem, może tak ma być?

    OdpowiedzUsuń
  16. na zakończenie liceum, mama kupiła mi taką piękną bluzkę, miałam wystąpić przed wszystkimi, jakieś tam miałam przemówienie w wersji oficjalnej. nitka mi z boku wystawała więc czekając na swoja kolej pociągnełam... i rozprułam cały bok bluzki, aż do pachy... taka tandeta. wesoło był stać przed całą szkołą i ręką przyciskać bluzke do boku...

    ale zszyłam ją, bo ładna była i chyba do dziś dzień gdzieś tam wisi w szafie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Propo wpadki kupiłam kiedyś spodnie znanej marki "nie wymienie". W sklepie byłam tak podekscytowana,bo leżały na mnie jak ulał,materiał pierwsza klasa,a odszycie bez zarzutu. Przychodze do domu ubieram je jeszcze raz,zapinam zamek,a tam kuku. Zamek wszysty na męska stronę :(( Dodam,ze spodnie były damskie ! Ps. Buty prześliczne,ta firma ma cudne modele (mam pare w szafie),ale jeśli chodzi o jesienno-zimowe modele nie nadają się na nasze zimy. Na szczęście ty kupiłaś szpileczki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. och! może nareszcie dowiem się, która strona jest damska, a która męska! powiedz, proszę, bo przy szyciu szortów miałam sporą zagwozdkę, a też nikt mi na blogu nie umiał odpowiedzieć:) (oczywiście sprawdzałam w swojej szafie i mam w obu kombinacjach, bo podobno tak to teraz robią)

      Usuń
    2. aaa no to ja Ci powiem ..różnica w stronie i spodni i żakietów i całej reszty wynika z tego , że dawno dawno temu kiedy standardem było posiadanie służby to kobiety były ubierane głównie właśnie przez służbę, a mężczyźni sami się ubierali ...no i służbie było wygodniej zapinać milion pięćset guzików jakiejś damuli gdy dziurki były po prawej stronie a guziki na lewej :D I to cała tajemnica :D Prawda jak życie ciekawie wszystko ustawia :D

      Usuń
    3. Ale numer!naprawdę?! W życiu bym na to nie wpadła haha

      Usuń
    4. Jejku ja też nigdy nie wiedziałam dlaczego tak jest a nie inaczej. Dzięki za oświecenie.

      Usuń
    5. Haha dzięki! niezła historia:) Nie wpadłabym na to, bo wydaje mi się, że czasy, gdy kobietę ubierała służba minęły na jakiś czas, zanim kobiety wskoczyły w spodnie. A nigdy też nie przyszło mi do głowy, żeby sprawdzić też strony innych części garderoby. Po marynarce widać, że jest męska, więc nie musiałam sprawdzać po stronach guzików i przyznam szczerze, że tkwiłam w nieświadomości. Nawet jeśli to ładna bajka, od dziś będę szyć i kupować "arystokratyczne" spodnie:D

      Usuń
  18. Buty piękne,to po pierwsze. Po drugie sama boję się szyć jeszcze,dla siebie ale uszyte przez kogoś to owszem wolę głównie ze.względu na to iż lubię mieć coś niepowtarzalnego.A największa wpadka jaką widziałam?to sukienka, którą zamówiłam w sklepie internetowym tuż przed komunią naszej córci. Pomijam fakt,że zdjęcie przedstawiało coś zupełnie innego,ale:materiał był inny niż w opisie,była krótsza o 10cm,część spódnicowa była dłuższa z prawej strony,a przede wszystkim wszelkie obszycia krawędzi przeszyte były szwem zygzakowym(nie wysilili się na overlock)więc strzępki materiału wystawały na wierzch.wyobraźcie sobie,że dopiero po miesiącu rozpatrzono moją reklamację ha pozytywnie;)
    dodam jeszcze,że sklep był dość długo na rynku i na stronie swojej miał pozytywne komentarze,dopiero później znalazłam w internecie sporo opini negatywnych

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja jak kupuje jakieś ubrania w sklepach (robię to wyłącznie wtedy kiedy już muszę) zawsze dokładnie oglądam daną rzecz. Wystające nitki, źle wszyte guziki, czy nawet źle zszyte spodnie to chyba standard. Raz na wesele kupiłam sobie niebieską sukienkę z zamkiem wszytym z tyłu. I klops na samym końcu zamka gdzie materiał się schodzi było źle zszyte i mi się popruło. Ktoś by mógł powiedzieć że to przez moją figurę, ale sukienka w tym miejscu nie była obcisła. Udało mi się uratować sukienkę, żeby jakoś wyglądało. Kolejny przypadek to bardzo słabej jakości podszewki czy to w kurtkach czy innych odzieniach. tego na pierwszy rzut oka nie widać, dopiero po dłuższym noszeniu. Ale hitem i tak są spodnie które kiedyś przymierzała moja mama w sklepie z źle zszytymi nogawkami. W jednej więcej materiału, a w drugiej tak mało że noga nie chciała wejść. A i jeszcze sobie przypomniałam. Mojemu bratu kupowałam spodenki takie krótkie na lato no i kieszeń była wszyta odwrotnie a ja tego nawet nie zauważyłam :D

    P.S te buty są tak cudowne, że Ci normalnie zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopiszę coś jeszcze co mi się rzuciło w oczy przeglądając właśnie szafę z ubraniami. Kiedyś kupiłam sobie fajną bluzkę, wtedy na to nie zwróciłam uwagi. Mam źle doszyty kwiatek z przodu bluzki. Nie jest on ani z przodu ani jakoś konkretnie fajnie ułożony, tylko jak się ubierze bluzkę to on normalnie tak z boku jest i niezbyt elegancko to wygląda.

      Usuń
  20. nie wiem czy moje historie to to, co Asia miała na myśli, ale.... opiszę i swoje odczucia. Dla równości historia sklepowa i historia "domorosłej" krawcowej - też szyła na sprzedaż więc można pod sklep podciągnąć ;-)

    historia I; udział biorą: J - czyli ja :-), M - czyli mój mąż prawie 2 m wzrostu (wzrotu chyba trudno nie zauważyć "na pierwszy rzut oka"), E - Ekspedientka, Sprzedawczyni, Obsługa sklepu czy jakkolwiek Panie się nazywają;
    Historia w zależności od mojego humoru wzbudza we mnie śmiech bądź "atak szału połączonego z agresją"

    M: dzień dobry; szukam koszuli, długi rękaw, rozmiar 194, kołnierzyk 43
    E: a jakiego koloru Pan szuka
    M: a co Pani może mi zaproponować w tym rozmiarze
    E: wie Pan co, dużo łatwiej byłoby gdyby określił Pan kolor
    M: a ma Pani w tym rozmiarze koszule
    E: nasz sklep jest bardzo dobrze wyposażony

    tutaj w zależności od mojego nastroju występował narastający atak śmiechu bądź atak agresji :-)
    J: a co może nam pani zaproponować
    E: tak jak mówiłam mamy bardzo duży wybór - co Pana interesuje
    i tutaj jeszcze kiedyś mój M zaczynał wyliczankę co by go interesowało;

    E idzie " na sklep" mija po kolei każdą półkę przeglądając, potem znika na zapleczu, znowu wraca, znowu przegląda półki, po czym odwraca się i mówi - mogę Panu w te chwili (buhahahah, jakbyśmy mieli możliwość dożycia innej chwili ) zaproponować: białą, szarą, bordową.

    J: a mówiła Pani, że macie taki wybór w tym rozmiarze
    E: wie Pani mamy duży wybór, ale Pan potrzebuje duży rozmiar ( no baa - bo przecież jak wszedł do sklepu to kucał i nie było widać jaki jest wysoki)

    długo było tak, że po otwarciu szafy mojego męża były z jednej strony koszule szare z drugiej bordowe, pośrodku jakaś biała się pałętała. Ciekawe jak dużo osób w jego pracy myślało, że chodzi w dwóch koszulach na zmienę hihiih
    co mnie przeraża w sklepach - trzeba być "standardowym", a co mają robić Ci jeszcze wyżsi/ więksi?????

    kolejna rzecz, że osoby w takich sklepach, które powinny promować i "uczyć" ludzi poprawnego noszenia rzeczy, które sprzedają notorycznie proponowały mojemu mężowi pod garnitur czy marynarkę koszulę z krótkim rękawem!!
    teraz to się bardzo, bardzo powoli zmienia, ale jeszcze hasło "muszę kupić koszule" powoduje u obojga nas ból brzucha i palpitacje serca

    Historia II. To historia z mojego dzieciństwa, musiało być " ostro, skoro utkwiło to w mojej pamięci;

    moi Dziadkowie wybierali się na wesele. Większość rzeczy szył nam mój Dziadek, który był krawcem tzw. ciężkim, ale rzeczy "cienkich" Jego maszyny nie dawały rady szyć. Na to wesele moja babcia wymyśliła sobie, do teraz pamiętam fioletową sukienkę. Ktoś polecił jej krawcową. pamiętam, że moja Mama jeździła z Babcią na przymiarki. dzień przed weselem moja Babcia przywiozła gotową sukienkę. Mój Dziadek ze swoim "zboczeniem zawodowym" każdą rzecz odwracał na lewą stronę i tak oceniał jej jakość (do tej pory mu to zostało, chociaż już zdrowie nie pozwala mu szyć). I nagle słyszę "zdenerwowany" głos Dziadka i określenia typu: kto jej dyplom dał, gdzie ona ma oczy, jak nie miała to mogła przyjść to bym jej pożyczył i inne takie. Okazało się, że Pani krawcowej najprawdopodobniej albo zabrakło albo szkoda jej było fioletowych nici i część sukienki było uszyte białymi nićmi ! Oj się działo :-) i pamiętam Dziadka jak ślęczał nad swoimi maszynami i próbował przeszyć sukienkę swoimi maszynami. Ale się działo wtedy hihihihihi


    i moje dwie historie!

    Już nie wspomnę o komentarzach Pań Sprzedawczyń typu: e to może Pani tą marynarkę nie zapiętą nosić, albo wcale tak mocno w biuście nie ciągnie (kiedy ja bałam się oddech wziąć) i hitem było - oj takich dużych rozmiarów to my nie mamy (noszę 40-42) albo duże rozmiary są z te strony

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mąż powinien zaopatrywać się w Holandii. Tu wzrost powyżej 190 cm nie robi wrażenia i jest (co uwielbiam) normą :)

      Usuń
  21. Nie wiem czy historie o butach też się kwalifikują, ale koleżanka kiedyś zamówiła sobie szpilki przez internet. Miał być rozmiar 39 i na podeszwach taki był właśnie napis. Koleżanka przymierza buty, a tu jedna stopa za nic nie wchodzi. Okazało się, że ktoś do podzeszwy nr 39 źle przykleił górną część buta, bo prawy był i owszem nr 39, ale lewy już miał nr 38! :D

    OdpowiedzUsuń
  22. No to i ja dopiszę, choć to żadna wpadka, a raczej uroczy przypadek :) Rzadko kupuję z podobnych powodów, co Ty, ale też dlatego, że jak już trafiam do sklepu i JEST coś "fajnego" to nie ma w moim rozmiarze(oj boli!). I kiedyś, za sprawą pomyłkowo wszytej (w MÓJ popularny rozmiar) metki o rozmiarze 42 - czekały na mnie przepiękne lniane spodnie! Wzięłam je z wieszaka, patrzę na metkę - 42 - no troszkę za dużo, ale na oko pasują jak ulał. Poszłam do przymierzalni - pasowały. Jak skrojone na mnie :) Mam do dziś!

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja szukając spodni rurek przymierzyłam jedne w moim rozmiarze i stwierdziłam że wezmę z półki takie z końca "nie przymierzone" więc nie noszone.A w domu ubieram i okazało się, że mają do szwu przy zamku doszytą kieszeń- pewnie małe chińskie dziecko się pomyliło...No bo tak tanie spodnie były, a do tego miały nogawki różniące się długością ponad 2 cm...musiałam następnego dnia wymienić na te pierwsze których nie chciałam....
    Jednak i tak największą wpadką to był żakiet który sama sobie uszyję-przecież wyjdzie taniej i będzie taki mój wymarzony...
    Od tego dnia kiedy go "skończyłam" wiem, że nie można szyć na cudzej maszynie(szyłam na maszynie ponad 20-letniej należącej do teściowej) bo ona słucha tylko właścicielki... No i nie ubrałam go nigdzie i nigdy niestety jest wielką wtopą;( Jak chyba większość rzeczy, które szyłam...niestety..Ale i tak marzę by mieć maszynę do szycia!

    OdpowiedzUsuń
  24. Kupowanie ubrań, brrr.
    Postanowiliśmy kupić mężowi dwie pary absolutnie modnych i wyjściowych spodni. Jasne na lato, ciemne na jesień. Padło na bardzo piękny butik z pięknymi ubraniami. Marka to nazwa dwuczłonowa z liter P.L. Twarzą marki jest Radosław Majdan. Każde portki za 269zł. Dużo, ale spodnie miały być na ważne spotkania biznesowe :)
    Jasne na pierwszym spotkaniu rozpruły się pod rozporkiem tak, że zamiast pewności co do jakości i stylu ubrania spowodowały zakłopotanie i chęć zapadnięcia się pod ziemię. Oddaliśmy do reklamacji-przyjęto-naprawiono (tzn. przeszyto). Po pierwszym praniu rozpruły się na tyłku i "rozpuściła" się stebnówka tylnej kieszeni. Większość szwów jakby się rozluźniła. Znowu muszę iść z reklamacją. Aż mi się nie chce.
    Drugie spodnie, ciemne: napy czy nity ozdabiające przednie kieszenie rozpadły się w trakcie drugiego noszenia. Oddaliśmy do reklamacji. NIKT nam nie chciał uwierzyć i ciągle musieliśmy słuchać, że to im się zdarza pierwszy raz. Zamiast naprawy zaproponowali pasek lub perfum (???). Nie zgodziliśmy się, bo odczekaniu swojego oddali nam rzekomo spodnie takie same, tylko że w złym rozmiarze (teraz spodnie sięgają mu do ziemi i tworzą urocze dale w okolicach kostek). Oczywiście idę je oddać. Odniosę razem z jasnymi. Już mi się tam nie chce chodzić.
    Koszmar. Na metkach oczywiście brak informacji o miejscu produkcji, więc to pewnie jakieś kraje azjatyckie. Te spodnie szyły niewolnice, za pół dolara.
    Beznadzieja na całej linii. Nigdy więcej. Ale póki co trzeba reklamować.


    OdpowiedzUsuń
  25. O matko! Jakie tu elaboraty powstają! :)
    Ja napiszę króciutko, bo w tej chwili tylko to przychodzi mi do głowy. Nie traktuje tego jako zgłoszenie konkursowe, to raczej luźne spostrzeżenie. Otóż w prawie każdych dżinsach, które mam w swojej szafie, kieszenie z tyłu są przyszyte niesymetrycznie. Gdyby to miało miejsce w jednej parze, uznałabym, że taki był "zamysł" projektanta. Ale w kilku parach różnych producentów? Jestem ciekawa, czy też coś takiego zauważyłyście.

    OdpowiedzUsuń
  26. A! Teraz mi się przypomniało. :) Pracuję w sklepie odzieżowym. Kiedyś klient chciał przymierzyć kurtkę znanej marki (nie pamiętam już jakiej). Kurtka kosztowała kilkaset złotych. Niestety okazało się, że podszewka rękawa była zszyta i nie można było włożyć ręki do środka! Nie wiadomo - śmiać się czy płakać?

    OdpowiedzUsuń
  27. A ja w ogóle jestem w szoku, że POSZŁAŚ KUPOWAĆ SUKIENKĘ GOTOWĄ! zdrada!! ;)

    Ja nie zaliczyłam jakiejś spektakularnej wpadki. Ot, po prostu całe życie miałam pod górkę z kupowaniem ubrań - jestem wysoka, mam 182 cm, rozmiar góra 38, dół 42. Ale w liceum/na studiach to był odpowiednio 36/38 dół. a zawsze bluzki musiałam kupować 42, żeby rękawy były w miarę długie, kurtki 44, żeby zasłaniały mi nerki i żeby mi nadgarstki nie marzły. W spodniach to nie działało ;) Szukałam dżinsów w rozmiarze W 28 L 36, teraz to pikuś, ale dawniej.... (ale teraz już nie noszę W 28 ;)

    No i w związku z tym, że jestem biodrzasta obecnie mam ogromny kłopot z kupnem sukienek :) (chociaż o dziwo mam kilka sklepowych, ale kosztowały grosze bo kupione w SH, więc mi nie było szkoda ryzykować...). I tak się cieszę, że mam szerokie biodra, a nie bary, z dwojga złego już lepiej mieć figurę nazwaną przez trinni i susannah KRĘGIEL niż być babą ze śląska, w barach szeroką w dupie wąską :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  28. Ja chociaż bym chciała - to niestety nie potrafię sobie rzeczy uszyć. Wychodzą mi tylko rzeczy użytku domowego - typu firany, obrusy, obicia na krzesła i fotele, powłoczki na poduszki itp. Także żadna filozofia :) Jak próbowałam szyć coś dla siebie - to za pierwszym razem wyszło 3 razy za duże, w jedną nogawkę weszłyby obie nogi i jeszcze miejsce zostało. A w drugi wytwór za Chiny Ludowe bym się nie wmieściła, bo poszłam po bandzie i za bardzo tym razem "okroiłam" materiał. Także zarzuciłam ten pomysł szycia rzeczy dla siebie, ale nadal chęć się we mnie taka kołacze, bo jak chomik kupuję i zbieram różne materiały. Teraz troszkę się na Tildowe rzeczy chcę porwać, ale póki co czasu brak.
    Także uznawszy, że wirtuozem maszyny nie jestem - wolę przymierzać w sklepie rzeczy, bo tam przynajmniej kilka rozmiarów tego samego znajdę :)
    A co do wpadek - to powiem tak. W zeszłym roku kupiłam sobie cudowną sukienkę - małą czarną z białą wstawką dookoła twarzy (coś a la kołnierz) i z białym paskiem materiału u dołu. I to w dobrym (tak mi się przynajmniej wydawało) sklepie. Gatunkowo milusi i w ogóle. Wyglądałam w tym super. poważnie, ale seksownie :). Do pierwszego prania!!!. Po ręcznym praniu - czarny materiał zafarbował mi białe elementy.... Horror. Próbowałam to dwukrotnie wybielić piorąc tylko te 2 białe paski, ale biały zrobił się szary i od tego czasu wisi w szafie, a ja tylko smętnie na nią patrzę i zastanawiam się, jak ją uratować, bo nadal bardzo mi się podoba. Nie spodziewałam się aż takiej katastrofy. Może masz jakąs radę - jak to doprowadzić do stanu użyteczności? Będę wdzięczna za jakokolwiek podpowiedź. Już nawet zastanawiałam się, czy tego nie odpruć, wywabić, wsadzić resztę w ocet, zeby nie farbowało i zszyć ponownie. Tylko nie wiem, czy to się uda. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponoć moczenie w occie daje efekt i nie będzie farbować...ale ja choć bardzo lubię tak łączone stroje - znaczy kolor czarny z białym to już się wyleczyłam, bo nawet jak w rękach prałam to i niby nie farbowało to i tak ten biały szarzał bardzo....a może tak jak piszesz odpruć białe i wstawić koronkę czarną..albo tiul...ale to już nie będzie to samo :(

      Usuń
  29. qurcze, nic mi do głowy nie przychodzi, no takiego konkretnego, może dlatego że moje zakupy kończą się natychmiast gdy słyszę "ale wie pani bo to taki rozmiar uniwersalny" w tym momencie wychodzę zaczerpnąć świeżego powietrza i po zakupach... ja rozumiem że strecze, lajkry i inne niebotycznie rozciągliwe tkaniny mają dużą "tolerancję" na ciężko i mozolnie latami wypracowany tłuszczyk ;)ale w rozmiar 38 to ja się zmieszczę jedynie gdy dekolt przytrzymam w zębach a dół zepnę solidną klamrą w kroku, no ewentualnie puszczę luźno (he, he.. jakie to luźno) w upalne dni uwidaczniając wyżej wymieniony tłuszczyk w okolicach pasa w całej swej okazałości :( ... dlatego nie mam żadnego druzgocącego przykładu... buuu ale jeszcze myślę, intensywnie myślę.... troszkę czasu zostało...

    OdpowiedzUsuń
  30. Kiedy byłam na studiach dorabiałam sobie szyciem, szczególnie w czasie wakacji. Popularne było wówczas chałupnictwo. Miałam szyć bluzki. Letnie bluzeczki. Pan przywiózł jedną bluzkę na wzór i wielką torbę skrojonych kawałków. Fason bluzki był bardzo fajny - podobał mi się. I na tym koniec podobania. Bluzki były z materiału przypominającego stylon. Letnie bluzki zazwyczaj nosi się w upały a ten materiał wybitnie się do tego nie nadawał (ale za to tani był). No, ale nic nie powiedziałam - miałam szyć a nie oceniać. Ale ręce mi opadły, kiedy wyjęłam z torby skrojone części. Nic do siebie nie pasowało. Wszystko trzeba było podcinać. Ale mówi się trudno. Zacisnęłam zęby i szyłam tracąc masę czasu (a miałam płacone od uszytej bluzki). Jak doszłam do rękawów to miałam oczy jak 5 zł. Rękawy skrojone były po skosie. Wiadomo, że taki rękaw nigdy nie będzie się dobrze układał, no ale cóż się dziwić właścicielowi firmy (to on kroił) przecież jak się rękawy skroiło po skosie, to mniej odpadów tkaniny było. Uszyłam jedną bluzkę tak jak była skrojona. Kiedy doszło do wszywania metki śmiech mnie ogarnął. Metki były włoskie. Dowiedziałam się wtedy, że szyję włoską bluzkę "made in Italy". I to była jedyna bluzka jaką uszyłam. Zadzwoniłam do właściciela, żeby to zabrał, bo takiego szmelcu szyć nie będę. No i zabrał. Ale jakiś czas potem widziałam te bluzki w sprzedaży. Widocznie znalazł inną krawcową, której źle skrojone kawałki nie przeszkadzały. Pozszywała i zarobiła. Ciekawe co mówili ludzie, którzy te bluzki potem kupili? Tego się już, niestety, nie dowiem.

    OdpowiedzUsuń
  31. Oj ja nie mam takich ciekawych opowieści jak Wy ;)
    Bardzo mało kupuję gotowych ubrań, jeśli już są to głównie bluzki. Jest jedna rzecz która notorycznie powtarza się przy bluzkach z dzianiny. Po pewnym czasie, czyli calkiem niedługo po zakupie ;), wypadają w nich dziury. Takie malutkie 2 x 2 mm. Zapewniam, że nie mam w domu moli, choć była to pierwasz myśl jaka przyszła mi do głowy ;D Tylko, że mole nie żywią się sztucznymi tkaninami ;) Obok wiszą swetry wełniane i dziur nie mają, więc koncepcja z molami odpada. Dziurek oczywiście robi się coraz więcej, tkanina po prostu się rozpada. Normalnie żenada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio takie w sklepie widziałam, to chyba taka moda:)

      Usuń
  32. W pierwszej kolejności gratulacje! I podziękowanie, ponieważ nieraz korzystałam z twoich podpowiedzi:D Mam nadzieję, że dalej taka możliwość będzie!!!
    A teraz do rzeczy. U mnie jest punk przerzutowy ciuchów na wieś do mojej siostry społecznicy, więc naoglądałam się różnych ciekawostek z sieciówek i nie tylko, a to szew zbaczający z trasy, a to falbanka wszyta nie tak jak trzeba, a to nie wiadomo jak to coś założyć itd ... Ale nic mi konkretnego do głowy nie przychodziło. Aż do wczoraj. Wkurzona na zakupioną jakiś czas temu bluzkę, stwierdziłam, że zgłoszę się do konkursu. Materiał kompletnie niedobrany do fasonu. Ekspres z tyłu pleców marszy się w garba ;) dzianinka jest uroczo miękka i milasia, ale to zamczysko doprowadziło mnie do szewskiej (krawieckiej) pasji! I rozprawiłam się z nim raz na zawsze:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tu link do posta o nieszczęsnym ekspresie http://pieskieszycie.blogspot.com/2013/09/garbaty-ekspres-i-konkurs-u-lolijoo-d.html

      Usuń
  33. Mi klasycznie w bluzkach prują się doły, czasem rękawy.

    Kiedyś w spódnicy sztruksowej z Top Secretu zamek chodził bardzo źle na zgrubieniu, ale chodził krótko i na tym zgrubieniu się szybko zepsuł. Potem obserwowałam z tym Top Secrecie, że to ich częsty problem i nigdy więcej nie kupiłam spódnicy w Top Secrecie na zamek. Raz kupiłam na gumce, szyfonową i miała podszewkę bodajże stylonową (nie znam się, nie wiem) i podjeżdżała spódnica względem tej podszewki w górę.

    Mojej teściowej ostatnio nagminnie puszczają zamki w torbach z ekskluzywnego Kazaru. Ma dwie torby i ze 3 razy już z nimi chodziła. Nawet w naprawionej się to powtarza.

    Kiedyś kupiłam skórzane kozaki i coś zaczęło się z nich złuszczać na czubkach (nie w zgięciach!). Reklamowałam i powiedzieli, że to się musi złuszczyć, że to impregnat.

    Z kolei przed ślubem kupiłam sobie drogą kurtkę i drogie buty na zimę, bo potem to nie wiadomo jak by było:) Kurtce zepsuł się suwak- reklamowałam, nie wywiązali się w terminie, oddali kasę. Kupiłam ten sam model na przecenie pozimowej, taniej. Buty też w okresie reklamacji pękły, też oddali kasę, też kupiłam potem tańsze:)

    A po ślubie jednak było mnie stać na porządne buty zimowe i znów zepsuł się zamek, chcieli mi oddać kasę, ale te same buty były wówczas poza promocję i udało mi się wyprosić by przeszukali magazyny i znaleźli jeszcze jedną parę w moim rozmiarze. I znów mam buty, z przedłużoną gwarancją:)

    OdpowiedzUsuń
  34. Also I would like sign up for this super candy.
    hugs
    Gerda

    OdpowiedzUsuń
  35. W konkursie się nie popiszę, bo jak ja mam oceniać coś co ktoś uszył, kiedy sama raczkuję.
    A jak chcesz zobaczyć jak nisko nosem po ziemi ciągnę to polecam Twojej lekturze ten post:)
    http://addictedtocraftsblog.blogspot.com/2013/03/papaveropl.html

    OdpowiedzUsuń

Wasze komentarze to miód cud i malina :) Bardzo za nie dziękuje.